Przejdź do głównej zawartości

Rozmowy kontrolowane



Rozmowy kontrolowane, jak to swojsko brzmi. Czy Hiszpanie się podsłuchują? W jakimś stopniu tak, ale nie to mam na myśli nazywając post słynnym tytułem filmu Sylwestra Chęcińskiego. W Hiszpanii wiadomości rozchodzą się bardzo szybko. Gdyby błyskawica błyskała 2 razy szybciej mogłabym powiedzieć, że informacje rozchodzą się z prędkością błyskawicy. Wniosek z tego taki, że trzeba kontrolować co się mówi.

Mów jak Hiszpan

Normą jest to, że Hiszpanie mówią o wszystkim do wszystkich. Nawet najdrobniejsze i nie mające znaczenia rzeczy. Kiedyś na ulicy spotkałam kolegę mojego męża. Podziękował mi wtedy za czekoladę z Polski. Kilka dni później mój mąż mnie zapytał dlaczego mu nie powiedziałam, że spotkałam Rudiego i że mi podziękował za słodkości (nie, to nie jest scena zazdrości). Oczywiście kolega zdążył przy najbliższej okazji poinformować o naszym spotkaniu mojego męża. Zaintrygowała mnie ta sytuacja więc baczniej zaczęłam obserwować otoczenie. Faktycznie wszyscy mówią sobie kogo spotkali na ulicy i o czym rozmawiali. Nie daj Boże ktoś przejdzie obojętnie i powie tylko cześć („hola”, czytaj ola). Albo daj Boże, bo przez to masz temat do rozmowy z innymi i możesz powiedzieć, że spotkana osoba była jakaś dziwna, bo nie zatrzymała się żeby pogadać.

Plotki, ploteczki, plotunie


Wyobraźcie sobie w jaki sposób rozchodzą się tutaj plotki. Oczywiście w sposób jawny. Jeśli ktoś cię obgaduje to informacja do ciebie trafi szybko. Osoba mówiąca źle o tobie ma świadomość, że prędzej czy później (z reguły prędzej) dowiesz się kto, co, jak i kiedy. Zapomniałam dodać, że plotkując trzeba zacząć formułą „jak coś to nie wiesz tego ode mnie” lub „nie mów nikomu, ale…”. Jak już się domyślacie słowa te nie mają większego znaczenia, ale za to poczujecie komfort psychiczny znany jako „jakby co, to nie ja”.
Podsumowując: „mowa jest srebrem a milczenie owiec”.

Komentarze