Przejdź do głównej zawartości

Życie w Hiszpanii czyli ciężko jest lekko żyć




W poprzednich wpisach opowiedziałam Wam troszkę o życiu w Hiszpanii i o tym jacy są Hiszpanie. Dzisiaj chcę podzielić się z Wami rzeczami, których wciąż nie jestem w stanie zrozumieć. Co kraj to obyczaj. Będzie to zlepek informacji, których wcześniej nie opisałam, ale czuję silną potrzebę podzielenia się nimi z Wami. Czy w Hiszpanii życie jest lekkie i przyjemne? Sami ocenicie jak to przeczytacie.

IDZIEMY NA BALETY
Jak najłatwiej rozpoznać obcokrajowca na dyskotece? Tańczy bez drinka w ręce. Tak, tak. Tutaj normą jest taniec z kieliszkiem w ręku. Żadna impreza (włączając wesela) nie obejdzie się bez tego stylu tanecznego. Zaczęłam zastanawiać się dlaczego tak jest. Przykro mi, ale nie umiem Wam tego wytłumaczyć. Oczywiście w celach badawczych na jednym z wesel spróbowałam jak to jest. Pierwsze doznanie: zamarzała mi ręka (przecież drink to nic innego jak kupa lodu i odrobinę cieczy procentowej rozcieńczonej innym płynem nieprocentowym). Drugie doznanie: dużo nie wypijesz bo zawsze znajdzie się ktoś kto cię szturchnie niechcący w tańcu. Trzecie doznanie: śmingus-dyngus z tych samych powodów co drugie doznanie. Zanim zaczniecie tańczyć jak Hiszpanie miejcie na uwadze, że drink zakupiony w dyskotece to średnio koszt 5-8 EUR. Konkluzja: lepiej zamówić szoty, bo je siłą rzeczy musimy wypić przy barze.

UWAŻAJ JAK JEŹDZISZ
Albo jak wyjeżdżasz z parkingu. Uwaga dotyczy bardziej kobiet, bo my mamy w zwyczaju parkowanie przodem więc logicznie przy wyjeździe najpierw widoczny będzie tylko tył. Tutaj taki mały apel do mężczyzn, żeby z nas się nie śmiali, bo parkowanie przodem jest bardzo praktyczne z punktu widzenia pakowania zakupów do bagażnika. Wróćmy jednak do tematu. Tak więc, jak już pomalutku będziecie wyjeżdżać „kuperkiem” samochodu to oczywiście wszyscy Was zobaczą, ale nikt się nie zatrzyma żeby ustąpić pierwszeństwa. Będą Was omijać często łamiąc przepisy poprzez wymijanie na „trzeciego”. Czasami wydaje mi się, że Hiszpanie stworzeni są do łamania przepisów drogowych. Dodam także, że w 99% policja nie reaguje. Nie próbujcie łamać przepisów nie mając hiszpańskich tablic rejestracyjnych. Wprawdzie policjanci nie posługują się prawie wogóle językiem obcym typu angielski, ale zupełnie im to nie przeszkadza w wypisaniu mandatu.
Drugą rzeczą jaką nie rozumiem jest mała dbałość o samochody. 90% samochodów (jak nie więcej) jest bardzo zaniedbanych tak w środku jak i na zewnątrz. O ile za niedbałość w środku obwiniać można jedynie właściciela o tyle na niedbałość na zewnątrz składa się więcej czynników. Przyczyną zarysowanych i poobijanych samochodów jest niska liczba miejsc parkingowych. Hiszpanie „wciskają się” gdzie się da. Cmok z tyłu, cmok z przodu, cmok z tyłu, cmok z przodu i tak jeszcze 3-4 razy i zaparkowane!!! Dodać jeszcze trzeba, że warto wysiadając z samochodu obić drzwiami samochód obok zaparkowany. Nie daj boże, ktoś na ulicy kupi sobie nowy samochód, trzeba przecież go „ochrzcić” i tak z sąsiedzkiej zazdrości dajmy rowerek dziecku a nóż „niechcący” porysuje lub obije nowy samochód sąsiada (większość Hiszpanów jest bardzo zazdrosna i często się z tym nie kryje).


„BOGDAN MÓWI BANKOWY”
Banki dla swoich klientów są dostępne między godziną 9 i 14 (przecież w Hiszpanii nie wolno się przemęczać). Średni czas oczekiwania w kolejce to około 1h w zależności od banku (no tak, czas to pieniądz a banki mają dużo pieniążków, więc czasu tym bardziej). Nie rozumiem po co Hiszpanom platformy z internetowym dostępem do konta bankowego skoro i tak wszystko załatwiają przychodząc do banku (wiek klienta nie ma tu nic do znaczenia). Wynalazkiem, którego nie rozumiem jest książeczka bankowa, którą wkładamy do bankomatu i na kolejnych stronach drukuje nam się ekstrakt z konta. O ile rozumiem takie rozwiązanie w przypadku starszych osób, które nie posługują się komputerem o tyle nie rozumiem młodych ludzi czekających w kolejce by sprawdzić ruch na koncie i saldo bieżące. Oczywiście jak książeczka się skończy to trzeba wyrobić nową (znów stanie w kolejce 1h) I tak w kółko.


PACJENCIE LECZ SIĘ SAM
Ibuprofen – cudowny lek na wszystko. Nie wiem co to za zmowa lekarzy, ale na większość dolegliwości przepisują ibuprofen. Jak jesteś obłożnie chory (angina, grypa, nierozpoznane zapalenie płuc) weź przez 3 dni ten cudowny lek a potem i tak nie będziemy mieli wyjścia i damy ci antybiotyk, albo będziemy mieli wyjście i tak przepiszemy ci ibuprofen na kolejne 3 dni. Co jest bardzo zaskakujące w Hiszpanii to fakt, że większość antybiotyków można kupić bez recepty. Wielkim zaskoczeniem są dla mnie same recepty. Nie zawierają one żadnych danych pacjenta, żadnego kodu kreskowego a i jak lekarz jest mało rozgarnięty to i o pieczątce zapomni. Jak to mówią Hiszpanie „no pasa nada” (nic nie szkodzi) i tak receptę zrealizujemy. Co więcej możemy ją zrealizować kilka razy w różnych aptekach, bo za każdym razem farmaceuta nam ją zwraca.

Żart na zakończenie: „Otwieram drzwi a tam przechodzi ludzkie pojęcie.”

#hiszpania #życiewhiszpanii #kulturahiszpańska #przewodnikpohiszpanii

Komentarze